Dzięki tej książce podjęłam na nowo wysiłek mówienia ładniejszą polszczyzną, patrzenia na zjawiska poprzez pryzmat danej chwili. Po prostu zaczarowała mnie ta niezwykła para - Magda Umer i Andrzej Poniedzielski.
Błyskotliwa, pełna humoru i różnych zabawnych historyjek. Okraszona również smutkiem i pewnym specyficznym rozżaleniem. Nie jest to bowiem żal zawistnego człowieka, o nie! Jest to żal inteligentnej osoby, bardzo mądrej, poetycko nastawionej do wszystkiego co się rusza i nie rusza. Nawet nie umiem wyrazić siebie i z żalem (nie tym zawistnym) stwierdzam, że im by się udało ubrać w słowa to, co ja bym chciała przekazać. I tak dochodzę do wniosku po raz kolejny zresztą w moim życiu, że piękniej jest żyć dbając o szczegóły. Tym bardziej, jeśli tym szczegółem jest nasza mowa czyli komunikacja z drugim człowiekiem.
„Wiem, że są ludzie, którzy żyją i umierają, poprzestając w kontaktach z samymi sobą na poziomie bankietowej prezentacji” zacytuję Poniedzielskiego zachęcając Was do tej lektury.
